Monthly Archives: May 2011

Masaż dla niemowląt

Jestem bardzo podekscytowana, bo w tym tygodniu zaczynam 3 tygodniowy kurs masażu dla niemowląt. Mam nadziedzieję, że Edowi sie spodoba:-) Jak nie, to zawsze będę mogła poćwiczyć w domu na Mayi i Olivce.

Plamplam

Kilka śmiesznych rzeczy z życia moich dzieci zanim zapomnę. Jak Maya miała 3 latka wyszła z wanny, owinęła się ręcznikiem i powiedziała do mnie “Look, I’m Jesus”. Kilka dni temu zrobiła to samo i powiedizała, że jest Baby Jesus, być może to wplyw Eda :-) Olivka na konie mowi plamplam. Nie mamy pojęcia skąd to się wzięło, ale nawet Maya podchwyciła. Olivka mówi dużo więcej niż Maya w jej wieku, zdecydowanie zawdzięcza to nieustannym konwersacjom jakie prowadzi ze swoją siostrą. Ostatnio Kuba wkładał Maye do wózka w supermarkecie i powiedział do niej “Maya, ale jesteś ciężka” ona na to “Życie jest ciężkie”. Kuba zapytał niepewnie “Dzieci są ciężkie?” “Nie, życie jest ciężkie”. :-)

“Godne rodzenie”

Ten post dedykuję młodym mamom oraz położnym, które walczą o to,żeby zmienić warunki rodzenia w Polsce.
Trudno mi uwierzyć, że w 2011 roku w Polsce kobiety w dalszym ciagu zmuszane są do rodzenia leżąc na wznak, są rutynowo nacinane bez pytania o zgodę oraz muszą dzielić salę porodową z innymi rodzącymi kobietami.
Rodzenie na leżąco jest najbardziej nienaturalną i bolesną pozycją do rodzenia. Dziecko musi być wypchnięte “pod górę”, wbrew grawitacji, po krzywiżnie kości ogonowej. Kobieta nie ma poczucia kontroli nad porodem. Nie może poruszać miednicą. Jedyną korzyść z tej pozycji ma osoba odbierająca poród, bo lepiej widzi.
Rutynowe nacinanie jest barbarzyńskim mitem. Większość kobiet rodzących nie ma rozerwań, a u tych które mają, są one płytsze niż nacięcie, szybciej i lepiej sie goją. Większość kobiet panicznie boi się bycia naciętą i rutynowe nacinanie odbiera jako upokarzające. Ciekawe jaka byłaby reakcja mężczyzn, gdyby im powiedziano, że żeby mieć dziecko ich penis musi zostać rozcięty na pół, a potem zaszyty spowrotem. Oczywiście zapewniono by ich, że jest to rutynowy i bezpieczny zabieg medyczny. Polska, Bułgaria i niektóre kraje Ameryki Południowej są jedynymi krajami gdzie dokonuje się rutynowego nacięcia kobiet, do tego wbrew ich woli, bez pytania o zgodę.
Coś mi podpowiada, że gdyby to mężczyżni rodzili dzieci, nikt by nawet nie wpadł na pomysł zbiorowych porodów w tej samej sali “przez kotarę”.
Wszystko zaczęło się od tego, żeby pomóc kobietom i zmniejszyć śmiertelność kobiet i niemowląt przy porodach, a doprowadzono do medykalizacji porodu i odebrano kobietom władzę nad swoim ciałem i porodem. Kobiety zamieniono w pacjentki, a najważniejszemu i najsilniejszemu wydarzeniu w ich życiu odebrano intymność.
W krajach, gdzie istnieje postęp w medycynie wyżej wymienionych praktyk zaprzestano w latach siedemdziesiątych. Potrzeba było wielu odważnych kobiet, które wbrew wszystkim dookoła potrafiły powiedzieć nie.
Tak jak potrzeba było wielu odważnych kobiet, które wbrew silnej opinii społecznej doprowadziły do tego, że w 1893 kobietom w Nowej Zelandii, jako pierwszym na świecie przyznano prawo do głosowania. Minęło 100 lat i wydaje się nam to zupełnie naturalne, że kobiety mają prawo do głosu. Nawet przez myśl nam to nie przechodzi, że kiedyś mogło być inaczej.
Wielokrotnie kiedy rodzina i przyjaciele składali mi życzenia przy różnych okazjach, życzyli mi wielu łask Bożych. Łaską Bożą jest dla mnie to, że miałam szczęscie 3 razy rodzić w Nowej Zelandii.
Nie robiono mi lewatywy, nie golono włosów łonowych, nie kazano leżeć na wznak, nie nacinano mnie i nie dzieliłam sali porodowej. Za każdym razem rodziłam na kolanach z ramionami przewieszonymi przez łóżko (W szpitalnych łóżkach podnosi się zagłówek, wiec nie klęczalam na podłodze) bo tak mi było najwygodniej. Zawsze szczegółowo informowano mnie o tym, co się dzieje i zawsze pytano o zdanie. Miałam dostęp do zajęć przedporodowych. Chodziłam na 12-to tygodniowe zajęcia yogi dla kobiet w ciąży. Miałam dostęp do całej gamy środków znieczulających, z których nie skorzystałam, ale cieszę się że dano mi prawo wyboru. I co najważniejsze, zawsze był przy mnie mój mąż, który jest moim największym wsparciem. Kiedy urodziły się dziewczynki, przecinał pępowinę. kiedy rodził się Ed, złapał go, a potem przeciął pępowinę jak przestała pulsować. No i za każdym razem kopał doły, żeby zakopać łożysko pod drzewem:-)
Maya urodziła się w przytulnej sali w szpitalu, gdzie mieliśmy do dyspozycji również baseny gdybyśmy chcieli miec poród wodny. Olivka i Ed urodzili się w domu. Położne przez 6 tygodni po porodzie odwiedzały nas. Cała ta opieka była darmowa.
Oczywiście mamy to ogromne szczęście, że wszystkie nasze ciąże były bez komplikacji. Ale nawet, gdyby takowe były, pedejście personelu do nas byłoby takie same. Osoba wspierająca matkę rodzącą jest nawet na sali podczas cesarki (nasz znajomy ostatnio zemdlał :-)) Nasze wspaniałe doświadczenia z porodów nie są odosobnioną historią. Zdecydowana większość naszych znajomych ma takie same historie do opowiedzenia. Niektórzy mieli zaplanowany poród wodny w domu i nie zdążyli basenu napełnić bo się dzidziuś urodził etc.
Czułam ogromną potrzebę podzielenia się tym z Wami, bo wiem ile moich znajomych w Polsce wie, że powinno być inaczej, a nie mogą nic na to poradzić i czują, że walczą z wiatrakami. Uważam, że trzeba mówić na ten temat i walczyć o zmiany. Wiem, że nie oszczędziłam szczegółow w tym poście, ale żyjemy w czasach gdzie w kioskach wyeksponowane są gazety pornograficzne, a nie wypada mówić o najbardziej naturalnych rzeczach na świecie, takich jak poród lub karmienie piersią. Kobiety mają prawo do informacji. Mają prawo do podejmowania wyborów. Mają prawo do tego, żeby ich poród był wydarzeniem świętym, pięknym i wyjątkowym. Wspieram duchowo wszystkie kobiety rodzące i położne, które płyną pod prąd. Z niecierpliwością czekam na moment kiedy prawa kobiet będą respektowane na świecie. Pozdrawiam. Ada